sobota, 26 października 2013

Matowy fioletowy

Jeśli ktoś by mnie spytał jaki najbardziej trafiony prezent ostatnimi czasy dostałam bez wahania odpowiedziałabym: "matowy lakier". Od dawna chciałam jakiś mat wypróbować, najbardziej marzył mi się czarny jednak ten fiolet także trafia w 100% w moje gusta. Mowa o Golden Rose matte 08


Lakier aplikuje się bardzo dobrze mimo dość rzadkiej konsystencji. Schnie w tempie ekspresowych i nawet malowanie paznokci tuż przed pójściem spać nie jest mi z nim straszne, bo rano nie budzę się z poodciskaną poduszka. Matowe wykończenie jakie pojawia się na paznokciach w miarę jego wysychania bardzo mi odpowiada jednak niestety z czasem nabiera błysku. Zwykle pod koniec drugiego dnia noszenia po macie nie ma śladu i tego samego dnia zaczyna tez z paznokci znikać. Na szczęście nie odchodzi wielkimi płatami ale odpryski nie wyglądają zbyt estetycznie. Malowanie paznokci co 2 dni mogę mu wybaczyć, bo kolor jest cudowny ale nie wybaczam tego, że matowy efekt znika strasznie szybko. Ze zmywaniem nie ma także  problemów, nie maże się i nie barwi płytki paznokcia.


Polecacie jakieś inne lakiery, które trzymają zmatowiony efekt dłużej?




czwartek, 17 października 2013

Dzisiaj jestem blondynką

Dzisiaj będzie trochę inaczej niż zwykle, ale spokojnie nie przefarbowałam się :)
Chciałabym Wam wspomnieć o filmie na którym wczoraj byłam w ramach Tygodnia filmu niemieckiego, mającego miejsce w kilku miastach w Polsce m. in w Poznaniu.


Produkcja, którą widziałam to "DZISIAJ JESTEM BLONDYNKĄ" (HEUTE ICH BIN BLOND)
Film powstał w oparciu o książkę Sophie van der Stap, która w 2005 roku zachorowała na raka opłucnej.  Swoją walkę opisywała na blogu, który po zakończeniu chemioterapii wydała w formie pamiętnika.

Kiedy bohaterka poznaje diagnozę dowiaduje się, że ma mniej niż 50 procent szans na wyleczenie, lecz postanawia dzielnie walczyć z chorobą. Nie chce być smutną i zdesperowaną pacjentką. Żegna się ze swoimi pięknymi włosami i zakupuje 9 różnych peruk przy pomocy których kreuje swoje nowe wizerunki. Pod każdą peruką kryje się nowe życie a to w którym występuje rak zostaje zepchnięte daleko w tył.
Filmy podejmujące tematykę walki z rakiem zwykle są otoczone bólem i strachem z krótkimi przebłyskami nadziei. W "Dziś jestem blondynką" sytuacja się odwraca - pokazane tu jest życie pełne radości i chęci do życia mimo ciężkiej choroby, która podąża za bohaterką jak cień.


Na film wybrałam się ze znajomą, zwykle po wyjściu z kina rozmawia się o tym co właśnie się widziało. W tym przypadku brakowało słów, żeby w odpowiedni sposób skomentować to co chwilę temu było na ekranie. W mojej głowie był tysiąc myśli i refleksja, że nie wykorzystuje życia tak jakbym mogła. Marnuję często mnóstwo czasu na bzdury i zbyt łatwo odpuszczam, gdy pojawiają się jakieś przeciwności. Ten wieczór zapadnie mi na długo w pamięci, jeśli nie na zawsze. Po powrocie do domu zarzuciłam na siebie dres i poszłam biegać, bo jak nie zacznę teraz to może już nigdy. 

Pamiętajcie życie jest bardzo kruche i jeśli coś planujecie, marzycie o czymś to DZIAŁAJCIE :)

P.S Tydzień filmu niemieckiego trwa do niedzieli, więc gorąco zachęcam do wybrania się, ponieważ wyświetlane filmy są na prawdę godne uwagi. 







środa, 9 października 2013

Letnie wspomnienie

Przywołuje lakierem lato i chabry w zbożu :)


Lakiery to moje małe uzależnienie, ale staram się to kontrolować. Niedawno w mojej kolekcji pojawił się taki oto prześliczny chabrowy kolor z Wibo Express Growth nr 482. Niestety nad zachwytami na temat koloru muszę poprzestać. Lakier jest strasznie wodnisty i dopiero 3 warstwy dają w miarę dobre krycie a i tak 4 bym nie pogardziła tylko kto ma czas tyle czekać? Odpryskuje niemiłosiernie szybko, nie miałam go na paznokciach więcej jak 2 dni.  Dla mnie minusem jest też pędzelek, który jest cienki i długi. Przy dużej płytce paznokcia jaką posiadam trzeba się sporo namachać. 

Żałuję, że okazał się bublem, bo kolor mnie bardzo urzekł. Nie wiem czy wszystkie kolory z tej serii są takie słabe czy tylko akurat ten okazał się niewypałem. 
Jeśli ktoś może powiedzieć w jakiej firmie znajdę podobny kolor, ale o lepszej trwałości będę bardzo wdzięczna :)


Miał ktoś z Was jakiś lakier z tej serii, jakie są Wasze przemyślenia na ich temat?




niedziela, 6 października 2013

I love Stage

Dziś pojawiam się z recenzją perełki, która ponad rok temu pojawiła się w mojej kosmetyczce a teraz znów powróciła do mnie. Mowa o bazie pod cienie z Essence, 
I love Stage


Zanim zaczęłam używać taj bazy byłam wielką fanką bazy z Kobo. Jednak jej wielkim minusem było to, że wysychała strasznie szybko i nie byłam w stanie jej zużyć do końca. Powiedziałam sobie dość marnowania produktu i wybrałam się na poszukiwanie czegoś nowego. Trafiłam do szafy Essence jak zwykle po jakiś lakier i w oko wpadło mi to cudeńko. 

Zabrałam się za testowanie. Dodam, że w tamtym czasie nie miałam cieni, które wykazywałyby się wielką trwałością i jakością, więc przedłużenie ich obecności na moich powiekach było wielkim wyczynem.  Mam tłuste powieki więc po ok 1-2h wszystko się roluje i tylko z bazą makijaż trzyma się dłużej, jednak nadal nie jest to tak długo jakbym chciała.

Zakup okazał się jak najbardziej trafionym, ponieważ o wiele dłużej cienie się utrzymują na powiekach podobnie jak w przypadku Kobo. Fajnie także podbija kolor cieni i wyrównuje koloryt powieki. Wystarczy nałożyć jej odrobinkę, ponieważ gdy przesadzimy wszystko się nam zroluje. Jest bardzo wydajna, moją pierwszą męczyłam ponad pół roku i byłam ją w stanie zużyć do końca bez marnowania produktu. Ma bardzo higieniczny aplikator i nie trzeba mazać palcem w słoiczku jak w przypadku wielu tego typu produktów. Dla mnie ma jeszcze jeden plus gdyż czasem zdarza mi się jej użyć jako korektora i według mnie w takiej roli sprawdza się także świetnie. Produkt jednym słowem idealny bez którego aktualnie nie wyobrażam sobie mojego makijażu. Na pewno będę do niego wracać nie raz chyba, że trafię na coś jeszcze lepszego co sprawi, że każdy cień będzie nie do zdarcia. 

Cieszę się bardzo, że udało mi się do tego produktu powrócić. Nie było to łatwe, bo jakoś nie miałam szczęścia trafić na nią w szafie Essence aż tu nagle biegiem przechodząc przez Naturę wypatrzyłam ostatnią sztukę :)


A jakie są Wasze ulubione bazy pod cienie? Polecacie coś innego?