Od dłuższego czasu borykałam się z problemem przesuszonych i rozdwajających się końcówek. Włosy po podcięciu wracały do krytycznego stanu w zatrważającym tempie. Aby wyglądały idealnie musiałabym odwiedzać fryzjera co 2 tyg. Nie pomagały mi żadne odżywki czy maski. Moje włosy były przez to tylko obciążone. Wtedy na ratunek przyszła Sesa.
Zaczęłam jej użytkowanie z wielką przyjemnością, ponieważ o dziwo przypadł mi do gustu jej zapach. Lubie zapach orientalnych kosmetyków. A ten konkretny kojarzy mi się z jednym ze sklepów indyjskich, który czasem odwiedzam. Olejku nie aplikowałam nigdy na skalp, bo bałam się, że za nic w świecie nie uda mi się tego zmyć. Nakładałam go na suche włosy mniej więcej od połowy długości a następnie zawijałam w luźnego koczka i zostawiałam na noc. Rano zmywałam go najzwyklejszym szamponem nie stosowałam dodatkowo odżywki.
Olejku używałam i nadal używam 2-3 razy w tygodniu. Pierwsze konkretne efekty pojawiły się po ok miesiącu, wtedy stwierdziłam, że rozdwojonych końcówek prawie nie ma a włosy zyskały piękny blask i przestały się puszyć. Dodatkowo włosy zaczęły się lepiej układać. Dawniej w ciągu dnia wywijały się na wszystkie strony a teraz są ładnie wygładzone i nie żyją swoim życiem.
Od rozpoczęcia kuracji minęło pół roku i na dzień dzisiejszy rozdwojone końcówki znajduje bardzo rzadko a ostatnio włosy podcinałam w czerwcu. Wiem, że powinno się to robić częściej, ale aktualnie jestem na etapie maniakalnego zapuszczania :)
Żałuję, że nie mogę Wam pokazać zdjęć "przed" i "po", ale musicie uwierzyć, że różnica jest diametralna. Dziś moje włosy wyglądają tak
A czy Wam Sesa także pomogła?